O MALOWANIU SŁÓW KILKA I…

SNY…

…pamiętam nawet te z dzieciństwa. Człowiek przesypia średnio 1/3 życia, a ja chyba 1/3 życia mam dodatkowo. Budzę się rano rozpamiętując kolejny sen, a widok twarzy dawno niewidzianej osoby nadal tkwi w mojej głowie, bo jeszcze przed chwilą, tam po drugiej stronie powiek, z nim rozmawiałam… nic się nie zmienił.

Pomiędzy 2005 a 2010 rokiem napisałam opowiadania, po części będące snami, które sukcesywnie notowałam, a następnie skompletowałam do wybranych dwudziestu i załączyłam do zbioru „Sny nocy ciężkiej”. Całość składa się z dwudziestu tekstów – niekiedy niedorzecznych i alogicznych wydarzeń, jakie mają całkowite prawo bytu we śnie – oraz dopełniających je obrazów, wykonanych techniką olejną na płótnie, a następnie zreprodukowanych i dołączonych do cyklu jako ilustracje. Każdy obraz odpowiada jednemu utworowi i nosi ten sam tytuł. Malarstwo z tego cyklu cechuje utrzymana w zieleniach tonacja barwna jak i wplatane pomiędzy plamy i kształty znaki graficzne – czy to w postaci wypisanych na płótnie fragmentów tekstu czy szkicowych elementów.

Płótna należące do zbioru, od sięgających ponad dwa metry do nie przekraczających pięćdziesięciu centymetrów długości i szerokości, prezentują zarówno malarstwo abstrakcyjne (od licznych kompozycji kolorystycznych, które budują senny nastrój opowiadań), realistycznie potraktowane postaci (portrety i sylwetki), jak i przekształcone formy wydobyte wprost z wyobraźni i treści opowiadań.

Podobnie jak obrazy, każde z opowiadań stanowi odrębną, samoistną i skończoną formę, mającą jednak wspólny pierwiastek: oniryczny klimat oraz zamykający je klamrą tytuł. Widoczna w nim aluzja literacka do „Snu nocy letniej” Wiliama Shakespeare’a jest jak najbardziej celowa, lecz nie odnosi się do samej sztuki, ale raczej do jej natury snu, marzeń i świata próżnej logiki, w którym niezwykłość wydarzeń przewyższa zdroworozsądkowe patrzenie na życie. Bohaterowie komedii, nie mogąc pojąć umysłem tego, co się działo, biorą to za sen, pełen magii i dziwnych zjawisk, natomiast w ilustrowanym przeze mnie zbiorze opowiadań, w miejsce letniej fantazji wnika koszmar ciężkiej nocy, który przeraża i kieruje się własnymi prawami, zaś Puk zostaje zastąpiony Demonem lub Złym Lichem, które tylko czai się w ukryciu, by uaktywnić najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy.  Niedorzeczne czy wręcz abstrakcyjne wydarzenia, niejednokrotnie zahaczające o absurd i irracjonalne zachowania bohaterów, stanowią podłoże i motyw przewodni opowiadań.

Tekst i obraz bytują oddzielnie, dążą jednak do wspólnego celu. Przybliżenia mojego snu, który poprzez wydobycie go z mojej wyobraźni, wskutek niemożności istnienia w całości poza moim umysłem, został podzielony na części. Snu ciężkiego. Snu nocy ciężkiej.

OBOJĘTNOSĆ …

…siedziała mi na ramieniu i cicho szeptała do ucha.

Nie mam w zwyczaju wcześniej przygotowywać szkicu, który później starannie przenoszę na większy format. Dla mnie obraz przed nałożeniem farby jest niewiadomą, jak sen, który dopiero się zjawi. Mam oczywiście w głowie pewien zarys, mniej więcej wiem, co chcę uzyskać, co przedstawić, jednak nigdy nie mam pewności, jaki będzie koniec i czym mnie zaskoczy. Wcześniej obrazy powstawały bardzo szybko, z czasem jednak malowanie wydłużyło się do niezliczonych godzin, tygodni, miesięcy, a i tak widzę w nim niedostatek.

Ogromna pochłaniająca dziura. Pusta przestrzeń. A myśli, jakie zostają w głowie, mają postrzępione kształty, są poszatkowane i nie chronologicznie ułożone. To rzucone fragmenty kiełkujące jeszcze gdzieś tam w umyśle, wypierane i niechciane kawałeczki, to poprzestawiane historyjki, powyrywane z kontekstu obrazy i pojedyncze słowa.

Na jednym z płócien w kłębach prochu dostrzegłam zjawę czarną jak sadza, jej kontury rozmywały się z powietrzem; zbliżała się do mnie coraz bardziej, poczułam jej śmiertelny chłód i dziko błyszczące oczy. Gdy była już wystarczająco blisko, żeby mnie dotknąć, wyciągnęła ku mnie swą cienką ciemno-przejrzystą rękę, niby trujący dym powstały w wyniku spalania czegoś sztucznego i nienaturalnego. Drgnęłam. Ona jednak cofnęła się i zdawało mi się, że się uśmiecha, choć wcale nie miała ust. Zobojętnienie.

Czułam napływające zmęczenie i niemoc, było mi już obojętne, co się stanie, a teraz – teraz zaczynam widzieć. Widzieć wyraźniej – jakby z mgły wynurzam cząstkę siebie, podnoszę delikatnie i prę do przodu, ściskając w dłoni pędzel. Otwieram patrzenie, cała staję się spostrzeganiem – swobodnie skupiona, lekka i czysta.

PORTRET…

…pomimo że narzucam mu wymiar realistyczny – jawy – czasem jest mocno wystudiowany, a czasem jedynie zarysowany, zatopiony wśród struktur i wszechobecnych liter. Warstwy przenikają się niczym palimpsest, ukrywający to, co było na nim wcześniej.

Połączenie abstrakcyjnych form z realistycznie potraktowanymi motywami niejako odzwierciedla obraz ze snu. Obraz, który zawiera w sobie chaos, rozmach, a jednocześnie pełną kontrolę i wyciszenie. Parafrazując słowa Jorge Luisa Borgesa, chcę otworzyć bramy wyobraźni, a potem użyć pilnika.

Niekiedy obrazy same pojawiają się na płótnie, a ja, poprzez nałożenie farby w odpowiednich miejscach, pomogłam im się ukazać. One tam już są, ukryte w głębi białej przestrzeni. Czekają, aż je dostrzegę. Wyłaniają się. Nagle. Jak sen. Jak słowa, które wcześniej zapisałam. A potem otwieram oczy, kilkakrotnie mrugam, skupiając wzrok na płótnie, które schnie w mojej sypialni…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: