Drżące drabinki

Drżące drabinki wyrywały się z moich dłoni. Patrząc w dół, po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie, że przerażający lęk wysokości opanował moje ciało. Kręciło mi się w głowie, wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, kiedy puszczę uścisk i gruchnę z powiększającej się stopniowo wysokości. Łzawiły mi oczy, ale nie wiem czy był to wyraz płaczu czy bólu głowy spowodowanego strachem i ciągłym drżeniem ciała porażonego płynącym przez drabinki prądem.
I wtedy przez tę łzawo-drżącą mgłę dostrzegłam istnego Potwora. Potwora, którego kochałam. Trzymał obiema dłońmi pręt drabiny i wprawiał ją w ruch. Czułam jak drętwieją mi ręce, jak ściska mi żołądek i mózg. Trząsł tak mocno! Moje ciało wirowało na cztery strony świata, zatracałam trzeźwość umysłu, nie wiedziałam gdzie góra, gdzie dół. I spadłam. Spadłam miękko.
A wokół roztaczało się morze, w którym pływało mnóstwo wędzonych ryb. Niektóre szkielety oderwały się od pysznego mięska i samopas falowały na powierzchni. I kłuły, kłuły niesamowicie bose stop,y ubijające dno wód.

Łańcut 2004


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: