Niedziela palmowa

(…)

Mimo moich starań Rafał patrzył na mnie smutnymi oczyma i nie potrafiłam odgadnąć jego myśli. Przytuliłam go do siebie tak mocno, jakby był moim prawdziwym synem. Bo on właściwie był już moim synem.
Włączyłam telewizor. Trwała transmisja Niedzieli Palmowej. Jezus miał wjechać do Jerozolimy na osiołku witany przez tłumy.
Smoczki moczyły się w wodzie.
Lecz zamiast Niego ja jechałam. Z miasta. Na świni. A tłum mnie gonił.
Starałam się zachować dostojny ton, ale ciężko było utrzymać się na zwierzęciu z jedną ręką wzniesioną do góry. Było bardzo gorąco. Słońce wysuszało ziemię robiąc z niej piaszczystą skorupę. Wyjeżdżałam z miasta ścigana przez reprezentanta tłumu. Po drodze zerwałam gałązkę laurową i tak przystrojona, w szaty i laur, wyjechałam. Z miasta na świni.
Wtedy zaczął się pościg. Reprezentant wsiadł na węża i gonił mnie przez pustynię. Ale moja świnia była szybka, nie dogonił mnie, choć był naprawdę blisko. A ja w całym swym dostojeństwie, w Niedzielę Palmową wyjechałam z miasta, nie na osiołku, lecz na świni, nie z palmą, lecz gałązką laurową, nie witana przez tłumy a wypędzona przez ciżbę. I dopiero za murami miasta, daleko od drzewka, przy kanałach, zwyciężyłam. Pokonałam dzikiego, czarnego węża i, choć omotał mi dłoń, przypaliłam go żarem słonecznym, aż przytopił się i skurczył.

Wtedy ściągnęłam go z małego palca prawej dłoni i wyrzuciłam na dywan. Rafałek popatrzył na kawałek czarnego, skurczonego wężyka, wziął go do ręki i wrzucił do akwarium. Byłam bardzo zmęczona i ścierpła mi ręka od ciągłego trzymania jej w górze.

Łańcut 5.01.2006

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: