Noc bez spadochronu

Sen przeplatany pragnieniem zazwyczaj trudno poskromić, zbyt gwałtownie wibruje, a ciężkość odkrycia granic jawy i mary wzbudza chęć szybkiej reakcji, która poruszona wieloma czynnościami, nie ma bodźca.
I tak oto, po dniu pełnym wrażeń i amoku alkoholowego, nie byłam w stanie zapanować nad swoimi ludzkimi odruchami. Nie pomógł regularny oddech. Zwyzywałam więc wszystko i wszystkich dookoła, i z myślami najgłupszymi z myśli, położyłam się do łóżka.
O spadochronie zapomniałam, toteż lądowałam na twarzy tysiąckrotnie. Serce uderzało, to znów wstrzymywało swój odruch.
„Wody, wody” płakałam śniąc, a kłęby dymu spłycały mój oddech. Trzaski, piski i szarpaniny nie były w stanie unieść mej zmęczonej duszy z nad oceanu, do którego ktoś wsypał betonowe formy, całe tony cementu. Nie ruszyłam się w falach, zastygałam i choć próbowałam spić resztki kropli niezaschniętego żywiołu, czując łzy na języku, nie dostrzegłam zmniejszenia pragnienia.
To była moja noc bez. Bez jedności, bez odpoczynku, bez nadziei, bez przyjaciół, bez spadochronu, za to z bolącymi oczyma i ranami na czole. Czekałam, aż coś zacznie się dziać, myślałam, że przyjdzie do mnie dobra wróżka i zaspokoi moje wszystkie pragnienia. Ale tak się nie stało.
Morze zaschło zupełnie, a te parę kropel, które zdążyłam wykraść nim beton związał na amen, ściskało się we mnie szarpiąc mi żyły. To był najwyższy stan świadomości. Widziałam dokładnie i czułam, jak najpierw mała grudka zastyga i grzęźnie w mojej lewej dłoni, przesuwa się głębiej, wyróżnia żyłę na bordowo i wysadza ponad skórę, nie przebijając jej. „Patrzę na kolejne stadia mojej śmierci, czuję, jak pot zrasza mi czoło nie wiem co będzie, nie wiem jak długo.” Ludzi obok nie wzrusza widok błagającej o pomoc. Są tacy dziwni, ospali i oschli. Trzymam rękę prosto i nie mogę uwierzyć, że bordowa bulwa zmierza kanałem wyznaczonym w kierunku serca.
„Czyżby to tak miało się skończyć!? Czy to koniec?” Zadawałam sobie pytania, a żyła puchła i naprężała się, podchodząc coraz wyżej.
Ruszyłam w drogę, by uzyskać pomoc, beton wystąpił z morza, mury się ścieśniły… znalazłam się w kolejnej pułapce niedającej się racjonalnie wytłumaczyć. Tylko absurd mógł mnie zbawić.(…)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: