Przez Bogarta

(…)

Przy półkach po prawej stronie stał właściciel, miał na sobie dość dużą flanelową koszulę w kratę, umięśnioną twarz i czarne wąsy.
– Może w czym pomóc? – zagadnął.
– Właściwie to tak, szukam filmów z Hamphreyem Bogartem, macie jakieś?
– O tak! – odrzekł i wyciągnął z górnej półki dwie płyty gramofonowe.
– Mamy Casablance i … tego drugiego tytułu nie usłyszałam, gdyż ktoś przeszedł obok i głośno kaszlał.
– Ale to są płyty gramofonowe, jak je obejrzeć? – zdziwiłam się.
– Można podłączyć odpowiedni sprzęt.
– No tak, ale ja i tak nie mam gramofonu, ani żadnych kabli, żeby podłączyć do telewizora.
– To są ostatnie dwie płyty, kosztują tylko dziesięć złotych – wręczył mi je do ręki – Proszę się zastanowić.
– A nie ma ich na video albo DVD?
– Niestety nie, są tylko te ostatnie, ale można kupić kable i podłączyć.
– Zaraz, zaraz, jakie to kable?
– Takie dwa długie czerwone – komentował, a ja wyjęłam długopis i zaczęłam zapisywać informacje na okładce jednej płyty.
– I jeśli by pani miała adapter – nawet stary – to by dało radę, nie koniecznie teraz, ale kiedyś, kiedyś za jakiś czas, gdy znajdzie pani sprzęt, będzie jak znalazł; niech sobie pani wyobrazi te późne jesienne wieczory, melancholia, deszcz za oknem, plucha i słota, a pani w ciepłym mieszkanku, wtulona w koc, popija cieplusią zieloną herbatę, obok paczka chusteczek higienicznych, światło zgaszone i tylko migocze blask ekranu, gdy Boogie, jako Rick Blaine żegna się na lotnisku z Ilsą Lund, którą gra wspaniała Ingrid Bergman, to kipiące uczucie, to…
– Nie, nie nie, chyba nie wezmę przecież ja chciałam tylko wypożycz a nie kupić, wiem, że to tylko jedyne dziesięć złotych i że są ostatnie, ale ja nie mam na czym tego obejrzeć, a muszę to zrobić jak najszybciej…nie…nie wezmę ich…
– Ale proszę się zastanowić, innych nie mam, a może akurat gramofon się znajdzie, będzie pani żałować, a będzie za późno.
– Ale to stary sprzęt, będzie pyrczeć, skwierczeć, i rzucać czarne paski na ekran, będzie ciąć obraz, zresztą jak z adapteru można coś obejrzeć, jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić, po prostu nie chce mi się wierzyć, przecież ja muszę koniecznie zobaczyć „Buty Bogarta” a nie tylko usłyszeć jego głos. Co mi z jego głosu, chyba, że spisywałbym dialogi, ale przecież nie zdołam zobaczyć cierpienia jego twarzy, chce zobaczyć, jaką minę ma człowiek, gdy nosi prawy but na lewej nodze i odwrotnie…
– Adapter im starszy tym lepszy – nalegał – Wsadzi pani płytę, podłączy i zupełnie jak w starym kinie.
„Jak w starym kinie” – zapisałam i dopiero wówczas zorientowałam się, że wszystko notuję na okładce Casablanki.
– Ojej! – krzyknęłam – ja przecież popisałam płytę. . .
Właściciel skrzywił się grożąc mi wyrazem mięsistej twarzy, jego nos poczerwieniał, a wąsy drgnęły.
– Jak pani mogła ją pobazgrać?! – wrzasnął rozgoryczony – teraz to już nikt jej nie zechce.
– Ale niech się pan uspokoi, to są ważne informacje, które mi się przydadzą, ja po prostu kupię tę popisaną płytę i nic się nie stanie, pan na tym nie straci, a wręcz połowicznie dopnie swego, bo opchnie płytę. Proszę się uspokoić, mam pieniądze, przecież ona kosztuje tylko dziesięć złotych, sam pan tak mówił, prawda? Trudno, stało się, może kiedyś rzeczywiście zdobędę sprzęt i obejrzę Bogarta, jak pan to mówił, w szary deszczowy poranek? Nie, jesienny wieczór, tak, w smutny i zimny jesienny wieczór.
Właściciel zmarszczy czoło i wydzierając mi płytę obejrzał ją z wszystkich stron.
– Proszę się nie martwić – zapewniałam widząc jego reakcję – ja naprawdę ją kupię, już szukam pieniędzy.
– Cała popisana – lamentował zupełnie jakby nie słyszał moich zapewnień – Boogie popisany!!!
Zabrał mi długopis, po czym usiadł na krześle postawionym obok i zaczął zaznaczać fragmenty swojej wypowiedzi, które wcześniej zostały zanotowane przeze mnie na trefnej płycie.
– Co pan robi? Niech pan tego nie kreśli, to są ważne dla mnie informacje, płyta będzie moja, ja ją kupię, to dlaczego pan po niej bazgra, to pan ją niszczy a nie ja, ja przecież tylko ładnie i delikatnie napisałam coś, co bałam się, że zapomnę, że zanim dojdę do domu, to wyleci mi z głowy, a pan? Pan zwyczajnie po niej bazgrze, tego nie da się usprawiedliwić! Proszę przestać – krzyknęłam wyszarpując mu długopis, ale on był głuchy w obu przyczerwieniałych i grubych uszach i w dodatku zbyt mocno ściskał długopis.
– Postawi pan jeszcze jedną kreskę, choćby malutką, to przysięgam, że wycofam się i nie kupię tej płyty, bo to pan ją niszczy a nie ja! To pan jest wstrętnym wandalem, mam to gdzieś, że po niej popisałam i że nikt jej teraz nie zechce, ale to tylko i wyłącznie pana wina, bo ja chciałam, chciałam ją taką, jaka była, a teraz? Teraz to pan może ją sobie wsadzić – zdenerwowałam się do granic możliwości, ale najgorsze było to, że mimo moich przestróg on postawił jeszcze jedną kreskę i nie zwracał uwagi na moje groźby.
– Miarka się przebrała, mam to gdzieś, chowam pieniądze i teraz niech się sam pan martwi! – wykrzyknęłam mu w twarz, która niespodziewanie drgnęła, wyzwoliła się z cierpiącej maski i zwróciła się w moim kierunku; jego oczy błyszczące i rozpalone patrzyły spod brwi, podniósł się raptownie i z całej siły przyłożył mi pięścią w nos.
Coś chrupnęło. Siła odkręciła mnie w drugą stronę. Poleciałam na podłogę obok słupa, który tkwił na środku sali. Powoli się podniosłam. Grudy krwi spływały na posadzkę. Strasznie bolał mnie nos, a kiedy go dotknęłam, razem z krwią wypłynęła z niego mała chrząstka. Ostrożnie spojrzałam na ludzi, nie reagowali, nadal szukali swojej kasety czy płyty i nie obchodziło ich, że właśnie wyplułam zęba.
„Coś ty mi zrobił bucu francowaty” – chciałam powiedzieć odwracając się do właściciela, który jakby nigdy nic wsadził na powrót płyty do przegródki i zaczął układać inne, ale wydobyłam z siebie tylko przeciągły jęk, który zakończył się wypluciem kolejnego zęba. Złapałam się delikatnie za twarz i podsunęłam do filaru, do którego z jego jednej strony było przybite lustro, podniosłam się, patrzyła się na mnie teraz obolała twarz, podkrążone oczy, zsiniały trochę oklapły z lewej strony nos i zakrwawione usta. Otworzyłam je. Lewa jedynka zaczęła drgać, kręcić się a potem huśtać jak wahadło. Wypadła (…)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: