GRZECH

Krążyła wokół mnie tak długo, aż uwierzyłam, że jest moją matką. I choć wyobrażałam ją sobie zupełnie inaczej, ona każdym swym gestem upewniała mnie, że prawda stoi po jej stronie. Patrzyła okrągłymi oczyma koloru masy czekoladowej, wmawiając mi podobieństwo. To ona odnalazła mnie po latach, była jak ja – była mną, musiałam jej wierzyć. W ciągu kilku minut odrzuciłam swą przeszłość, wyrzekłam się matki, która wychowała mnie przez niespełna trzydzieści lat, bo patrząc na tę zgrabną kobietę o jasnych włosach niesięgających ramion, na tę jej modnie przyciętą grzywkę, uzmysławiałam sobie, że jedynie ona mogła dać mi życie. Krążyła wokół mnie, uśmiechając się bezkompromisowo, a ja patrzyłam na jej stopy obute czerwonymi paskami. Patrzyłam i podziwiałam. Patrzyłam i ekscytowałam się po cichu, że każdy kolejny jej gest tak bardzo przypomina mój sposób bycia. Obserwowałam ją zaciekle, podczas gdy ona zdawała się nie zauważać mojej nachalności.

Zamieszkała całkiem niedaleko ode mnie, wynajmując lokum ze swoją przyjaciółką Mirabelą. Zaczęłam więc u niej bywać, lubiłam czuć jej bliskość, spozierać na swoje odbicie w jej oczach i gesty, które były mi tak dobrze znane. Tamtego dnia siedziała przy stoliku w kuchni, a ja cztery razy pod rząd wiedziałam co powie, zanim cokolwiek uczyniła. Słyszałam jej myśli – syczały tuż obok, a ja uśmiechałam się, gdy wypowiadała sekwencje, które powtarzałam w głowie.

– Co cię tak bawi? – fuknęła nieprzyjemnie, gdy kolejny raz uśmiechnęłam się, jak tylko otworzyła usta.

– Nie bądź zdenerwowana – odparłam szukając podobieństw – wiem, co chcesz powiedzieć.

– Słyszysz moje myśli? – wzburzyła się.

– Tak, zupełnie jakby obok ciebie ktoś wcześniej to wypowiedział. Tuż obok. Słyszę szum, a raczej syczenie, a potem powtarzasz dokładnie to samo, co usłyszałam.

– Denerwujesz mnie dzisiaj – rzuciła, a ja zastanawiałam się, co wpłynęło na jej zmianę nastroju. Dlaczego była taka rozdrażniona, właśnie dzisiaj, gdy całym sercem byłam pewna, że jest moją matką, gdy znałam jej myśli, słyszałam słowa, które miała zamiar wypowiedzieć i dziś właśnie, gdy poruszyłyśmy temat ojcostwa, ona zmieniła się nie do poznania.

– Już cztery razy wiedziałam co powiesz, to takie niezwykłe, ta nasza więź.

– To nie jest niezwykłe – odparła niegrzecznie i poszła do swojego pokoju. Podążyłam za nią. Było mi smutno, kiedy położyła się na łóżku, a mnie zupełnie ignorowała. Zapytałam czy mogę się przytulić, tak bardzo pragnęłam jej bliskości, jej opieki i matczynej czułości, była bowiem niezwykłą matką, matką, która znała mnie lepiej, niż ktokolwiek inny, matką z którą rozumiałam się bez słów.

– Znów wiedziałam, co powiesz, dlaczego już mnie nie chcesz? – zdziwiłam się, gdy zamiast odpowiedzi usłyszałam potworny śmiech.

–  Co teraz myślę? – rzuciła drwiąco i z pogardą, a ja nagle przestałam ją słyszeć, syczenia ustały i nie potrafiłam udowodnić jej, że nie zmyślam. Zrobiło mi się smutno, pragnęłam by mnie przytuliła, ale ona już mnie nie chciała. Nie była miła. Czułam, jak dręczy ją moja obecność, jak woli spać spokojnie niż spędzić ze mną parę minut. Usłyszałam delikatny trzask.

– No pięknie – odezwała się podnosząc głowę z poduszki – Mirabela wróciła, teraz to już na pewno się nie wyśpię. – powiedziała z wyrzutem, a mi łzy stanęły do oczu.

Wstałam z wersalki i zamierzałam zniknąć z jej życia, skoro znów mnie nie chciała. Podeszłam do szafy i wyjęłam jakąś czerwoną torbę. Zaczęłam pakować do niej swoje rzeczy, które podczas moich codziennych wizyt zachomikowały się po kątach jej mieszkania. I nie wiem w jaki sposób, kiedy i jak ona stanęła przy mnie, ponieważ nie usłyszałam wcześniej jej krzyku, który po paru minutach rozległ się w całym mieszkaniu. Wydarła mi torbę, wyzywając od złodziei.

– Ale mamo… ja tylko chciałam zabrać swoje rzeczy… spakować… zabrać tylko swoje… spakować – powtarzałam się zszokowana. Wtedy ucichła i usiadła, jakby wszystkie siły z niej opadły. Usiadła ponownie przy stoliku w kuchni, a ciche syczenie unosiło się po jej lewicy. Myślałam, że tkwi tam jej jaźń, jakieś drugie „ja”. Słyszałam wyraźnie, lecz nie rozumiałam słów. Ale to tam było, bardzo fizycznie i namacalnie, gdyby tylko przykryć to płachtą. Spojrzałam wówczas na czerwona torbę, którą rozdarła w szale furii i chcąc jej udowodnić swoje racje i dobre intencje, narzuciłam na syczenie ową płachtę koloru czerwieni. Było twarde i małe. Wyraźnie czułam cielesność czymkolwiek to było. Byłam zszokowana, a ją dziwiło jedynie, że nadal to słyszę, zdumiewała ją moja umiejętność, a gdy pod płachtą wyczuwałam kształty jej syczącej jaźni do kuchni weszła Mirabela i spojrzała na mnie zaskoczona.

To było ich dziecko. Ich tajemnica. Otworzyłam więc zawiniątko, a one nie protestowały. Delikatnie odsłoniłam czerwień płachty, spod której wyłaniał się mały chłopiec o oczach koloru masy czekoladowej. Miał ciemne włosy równo przycięte na czole, karku i za uszami, a na jego delikatnej piersi krwawił cienki lekko zastrupiający się napis „antychrystyczny grzech”. Mimowolnie puściłam go z rąk, a on mgnieniu oka znalazł się pod stołem, z którego wzięłam białą ścierkę, i schyliwszy się, uderzyłam chłopca z rozmachem.

– Chciałam świat uchronić przed nim – syknęła kobieta, którą jeszcze chwilę temu uznawałam za swoje odbicie.  – To mój syn – odparła. Była widocznie zmieszana – Już chyba wiesz, kto jest waszym ojcem. On jest moim dzieckiem.

– Wykorzystałaś mnie, spójrz co się stało, ja go uwolniłam.

– To twoja wina, skąd mogłam wiedzieć, że jesteś w stanie go usłyszeć.

– Ponieważ jestem twoją córką, jestem częścią ciebie. Zakryj go znowu! – mówiłam, a ona milczała, kiedy ten mały diabeł fikał pod stolikiem, gdy tylko uderzyłam go szmatą.

Noc Maj 2011


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: