Obudź mnie

Obawiałam się ciężkiej nocy, ale w chwili, gdy spojrzałam na swoje zapuchnięte dłonie, które były pokryte bolesnymi i głębokimi pęknięciami, pomyślałam, że koszmar dopiero się zaczął. Moje zazwyczaj cienkie i kościste palce wyglądem przypominały tłuste serdelki ponacinane w kilku miejscach. Za oknem nawet nie świtało. Przez kotarę przenikał słaby blask lamp. Uniosłam głowę z poduszki i delikatnie podwinęłam lewy rękaw. Cięte rany sięgały po sam łokieć. Automatycznie podniosłam drugi rękaw ignorując ból. Prawa ręka stanowiła lustrzane odbicie lewej. Nie wiedziałam, co mi się stało, dlaczego tak spuchłam i w jaki sposób skóra została pocięta?

W ustach czułam kwaskowy posmak, a zdrętwiały język z trudem poruszał się po lepkich i nabrzmiałych dziąsłach. Odsunęłam kołdrę, instynktownie chroniąc ręce przed zadaniem sobie bólu, po czym wyszłam z łóżka. Moja jasna koszula sięgała mi po kolana. Skóra nóg była gładka, a jasne stopy kroczyły po hotelowym dywanie.

Pstryknęłam światło. Dywan był pasiasty. Jego wzór stanowił równoległy układ trójkolorowych linii niczym grafiki Małgorzaty Lachman – wibrujące, hipnotyczne kreski. Pstryknęłam kolejny kontakt i weszłam do łazienki.

Na półce pod lusterkiem leżała kostka nierozpakowanego mydełka. Wyglądała jak nieco mniejsze pudełko zapałek z nadrukiem nazwy hotelu: Dom Muzyka. Mewy szalały za oknem, a ja patrzyłam na swoje odbicie i zapuchnięte dziąsła, które nabrzmiały tak bardzo, że przysłaniały jedną drugą długości zębów. Osunięta część była sina i poprzecinana na każdym zębie wzdłuż. Ogarnął mnie strach. Starałam się przypomnieć, co mogło wywołać tę sytuację, analizowałam co piłam, co jadłam: być może coś mnie uczuliło?

Nie miałam odwagi dotknąć dziąseł, bałam się, że jedynie pogorszę ich stan. Nie chciałam wpadać w panikę, musiałam się uspokoić, racjonalnie pomyśleć. Wyszłam z łazienki i wyciągnęłam kartę z czytnika. Światło momentalnie zgasło, a ja opuściłam pokój, zatrzaskując drzwi. Byłam w szoku, nie zastanawiałam się co robię. Pobiegłam w prawo, zatrzymując się tuż za zakrętem, gdzie służba hotelowa przygotowywała jeden z pokoi na przybycie gości. Zatrzymałam się patrząc na kobietę, która wrzucała biały, zużyty ręcznik na wózek. Spojrzała w moją stronę, dziwiąc się bezgłośnie na widok mojego stroju. Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, że wędruję boso i w koszuli nocnej po hallu hotelowym niczym biała dama.

– Zgubiłam się – wypowiedziałam, praktycznie nie poruszając ustami.

– 317? – dodałam ciszej, pytając samej siebie.

– W drugą stronę – pokazała palcem, a wyraz jej twarzy zdradzał ciąg myśli jakie wirowały w jej głowie. Nie zadała jednak żadnego z pytań, widocznie praca w hotelu nauczyła ją powściągliwości. Spojrzała jeszcze raz, delikatnie mrużąc oczy, a ja powoli ruszyłam w stronę swojego pokoju. Miałam wrażenie, że dzień się budził. Gdy zatrzymałam się przed swoimi drzwiami, z sąsiedniego pokoju wyszedł Darek. Uśmiechał się. Najwyraźniej dla niego to była przyjemna noc. Nie dziwiło go moje paradowanie w koszuli. Nie dziwiło go nic.

– Darek coś mi się stało – powiedziałam, nieudolnie poruszając ustami , a moje ręce powędrowały tuż pod jego oczy.

Popatrzył na moje dłonie, a potem palcem delikatnie odsłonił moją górną wargę.

– Nie wygląda to dobrze.

– Wiem – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Nie rozumiem, co mi się stało. To jest nie możliwe, Darek spójrz jak ja wyglądam, ta opuchlizna, te rany, tak z niczego, przez noc, wiesz jak to boli, jak to możliwe, przecież jak się kładłam zupełnie nic mi nie było, widziałeś przecież, byłam zestresowana wyjazdem, ale nic się nie działo, poszłam spać, wprawdzie długo nie mogłam zasnąć, bo nie mogę spać w obcym miejscu, ale w końcu mi się udało, zasnęłam. Tak. Ja chyba zasnęłam. Darek ja pewnie dalej śpię. To musi mi się śnić – wywnioskowałam pełna nadziei, wpatrując się w Darka tak szeroko otwartymi oczyma, jakbym błagała go o potwierdzenie mojej szalonej teorii. – Darek ja po prostu śpię. Nic mi nie jest! Ja śpię, ja po prostu śpię…

– Czy wyglądam jakoś inaczej? – zapytał ze spokojem, nie czekając, aż po raz kolejny powtórzę to samo zdanie.

Nie spodziewałam się takiego pytania. Zmieszana przyglądałam mu się uważnie, nie dostrzegając żadnych widocznych zmian w jego wyglądzie.

– No… nie, wyglądasz jak zawsze – odparłam przeciągle, nie rozumiejąc do czego zmierza.

– A czy jestem dla ciebie milszy? – ciągnął dalej, a mgła niewiedzy zaczęła się przerzedzać.

– Nie. Ale o co ci właściwie chodzi – zdenerwowałam się, bo zaczęłam dostrzegać sens jego pytań. Wiedziałam już co wydedukował. Wściekłam się, że musi być taki rozsądny i poukładany. – Nie jesteś ani milszy, ani mniej milszy, nie wyglądasz inaczej, głos masz taki sam i zachowanie, jesteś po prostu Darek!

– No właśnie, nie wyglądam inaczej, bo to nie sen.

– To o niczym nie świadczy, proszę, spójrz na mnie, spójrz jak wyglądam. To się nie dzieje. Potrzebuję pomocy, pomóż mi. Sama z tego nie wyjdę!

– Chodź – ku mojemu zaskoczeniu zignorował moją histerię, chwytając mnie pod ramię. – Chodź, zejdziemy coś zjeść, taki był wczorajszy plan, nie pamiętasz? Mają tu świetny szwedzki stół. Najpierw zjemy jakieś przekąski, a między czasie kucharz usmaży nam jajecznicę na boczku i cebuli. Mają całkiem niezła kawę, a i deser mam nadzieję, że będzie świeży. Chodź, zjemy śniadanie.

Był silny, a ja na tyle zdezorientowana, że poddałam się jego władczym ruchom. Minęliśmy pokojówkę, która łypnęła za nami oczyma, a mnie nadal najmniej obchodził mój nocny strój. Dopiero na dole w restauracji, gdy kelner zaprosił nas na obiad, ocknęłam się, krzycząc triumfalnie, że dam sobie głowę uciąć, że tkwimy w moim śnie, ponieważ ten doskonały plan Darka obejmował śniadanie. Na obiedzie miało już nas nie być. Zresztą rano je się śniadanie, a nie obiad. Śniadanie!

– Śniadanie słyszysz?

Syciłam się dźwiękiem tego słowa zupełnie jakbym posilała się każdą jego głoską.

– Obudź mnie. Proszę. To sen, teraz już nie wmówisz mi, że się mylę. Widzisz? Rany znikają, wcale ich nie mam, najprawdopodobniej i moje dziąsła są w idealnym stanie, a moja skóra gładka i nienaruszona. Tylko obudź mnie, obudź, a zły czar pryśnie. Nie pozwól mi się męczyć. Nie pamiętam, kiedy to się stało. Wydaje mi się, że po drodze nic się nie wydarzyło i późno w nocy przyjechaliśmy do hotelu prawda? Potem była rejestracja, winda, każdy poszedł do swojego pokoju, a potem to już ten strach cholerny i ty, który nie chcesz bym wróciła do rzeczywistości. Gdy leżałam na łóżku musiałam zasnąć, pewnie nadal tam leżę i jest noc, a ja nie potrafię wrócić, bo ty nie chcesz mi pomóc. Uwierz w to co mówię. Uwierz proszę. – Wpatrywałam się w niego, ale Darek nawet nie spojrzał na mnie, zignorował mnie po raz kolejny. Wszedł do restauracji i zaczął szukać najdogodniejszego miejsca, by zjeść śniadanie czy to w końcu obiad – nie wiedziałam. Stałam w nocnej koszuli taka bezradna i bosa, stałam tuż przy wejściu i nie byłam w stanie wejść, ani się zbudzić. Nuty z tapety wirowały mi w oczach niczym stado mrówek szykujące zapasy na zimę. Mrugający telewizor, zawieszony ponad głową kucharza emitował jedynie dźwięk. Wpatrywałam się w przeciągłą różową kreskę i mogłam jedynie czekać. Czekać w tej bieli mojej. Czekać na pobudkę.

Mewa zaskrzeczała za oknem. Polska „be” niknęła pod półmetrową warstwą śniegu.

– To było okropne Darek – kontynuowałam, gdy spiker informował o stanie dróg na Podkarpaciu.

– Po prostu stałam w tej nocnej koszuli i nie potrafiłam się zbudzić. Wyobraź sobie, jakbyś się czuł, gdybyś się zbudził cały pocięty, a ja bym ci wmawiała, że to nie sen?

– A może to Neptun tym harpunem cię tak załatwił? – ironizował.

– Bardzo śmieszne, ja ci się zwierzam, a ty ze mnie kpisz.

– Spokojnie, przecież już nie spisz, popatrz, jesteś cała, co prawda śniadania nie chciałaś ze mną zjeść i uciekłaś na widok jajecznicy na boczku, ale właśnie wyjeżdżamy z Gdańska i może zanim dojedziemy na południe, śnieg przestanie sypać i zdołamy dojechać do domu. A Neptuna w końcu zobaczyłaś?

– Tak. Przez ten cholerny sen nie zdążyłam ci opowiedzieć o skrawku Gdańska, który dla siebie zachowałam. Przyjechałam tu tylko na chwilę, choć sezon się jeszcze nie zaczął. Dziwiono się, że biegam z aparatem zbierając drobniaki na wspomnienia, kilka mew, starówkę i Neptuna. Na nic więcej nie starczyło. Pobiegłam prosto do kościoła św. Barbary. Chciałam wejść do środka, ale kościół był zamknięty. Poczytałam tylko tablicę jaka jest Barbara i zakręciłam w lewo koło Biedronki tak jak mi pokazałeś. Na moście zatrzymałam się trochę dłużej, mewy pozowały mi do zdjęć, skrzeczały i pchały się w kadr, domagając się uwagi. Pstrykałam im zdjęcia, aż któraś z nich dostrzegła kromkę chleba pływającą w Motławie, zaskrzeczała tak głośno, że aż się przestraszyłam i potem wszystkie wraz rzuciły się na ten chleb, ale tylko jednej z nich udało się pochwycić w dziób kromkę. Chwyciła i odleciała, a ja rzuciłam okiem na zacumowane statki i na żurawia, a potem podążyłam dalej przechodząc obok rotundy i docierając w końcu na Długi Targ.

Już z daleka widziałam Neptuna, myślisz, że to faktycznie on mógł mnie tak pokiereszować we śnie? Ale za co, przecież go podziwiałam, zrobiłam zdjęcie gdy mewa usiadła mu na głowie, a on taki niewzruszony i półnagi nadal tkwił zastygły w ruchu, zastygły jak ja, półnaga, bosa, poszarpana… – zamilkłam.

Darek prowadził volkswagena i zdawał się być mało zainteresowany moją opowieścią.

– Sytuacja na Lubelszczyźnie jest jeszcze gorsza niż na Podkarpaciu. Wjazd do Rzeszowa został zablokowany. Tiry stoją przed miastem blokując drogę. A4 jest nieprzejezdna, ludzie mówią, że nie pamiętają takiej zimy. Zostańcie z nami, będziemy was informować na bieżąco. –

Darek pogłośnił radio. Spiker po krótkim wstępie o nieszczęśliwie zakochanym mężczyźnie, któremu wybranka serca powiedziała na odchodne: „NIE PŁACZ!” zapowiedział Guns N’ Roses. Z głośnika poleciały charkliwe brzmienia wyciskacza łez numer jeden.

Jechaliśmy przy pięknej pogodzie, choć nasz dom ginął gdzieś daleko pod śniegiem. Mrużyliśmy oczy przed słońcem, a tam, służby porządkowe nie nadążały z odśnieżaniem. Przemierzaliśmy czarny i suchy asfalt, gdy w naszym domu tkwił biały, puszysty i nieprzejezdny. Śnieg sypał bez końca. Ponad tysiąc mieszkańców w Rzeszowie zostało pozbawionych prądu. Szalejący wiatr połamał drzewa i pozrywał kable wysokiego napięcia. Dziwiliśmy się odległością. Dziwił nas ich strach i nerwy. Oni stali w korkach tacy bezbronni, ubrani w biel, i dopóki sypało, nikt nie był w stanie obudzić ich ze snu. Stali więc w korkach i patrzyli przed siebie nie mając innego wyjścia. Mogli jedynie czekać. Czekać aż południowy wschód Polski obudzi się z białego snu.

Im bardziej zbliżaliśmy się do Podkarpacia, jezdnia robiła się mokra, a fragmentami śnieg z poboczy zawiewał na drogę. Nie było jednak źle, jak straszono nas dookoła.

Ponoć przestało padać i odblokowano drogi. Rzeszów jednak był zamknięty dla Tirów, stały więc biedne gęsiego i czekały na możliwość przejazdu. Nowa Dęba lśniła bielą. Odcinek w Głogowie szargał nam żołądki grudkami śniegu, o które potykaliśmy się trzydzieści kilometrów na godzinę. Ale jechaliśmy. Parliśmy do przodu mijając ciężarówki oczekujące na przebudzenie.

Wjechaliśmy o zmroku oglądając efekty śnieżycy stulecia. Wjechaliśmy po wszystkim. W ciszy i spokoju. Z solówką Don’t cry.

17.03.2013


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: