Ubodło

Siedziałam przy nim na wyciągnięcie ręki, a on mimo to, od wczorajszego dnia, nie odezwał się do mnie słowem. Nawet, gdy przyniosłam do pokoju przekrojonego na pół banana, wzgardził nim, zupełnie mnie ignorując. Myślę, że najgorsze było to, że bardzo chciałam przerwać tę ciszę, zbytnio mnie męczyła, zabijała wręcz,  chciałam by spojrzał na mnie, uśmiechnął się, przytulił… ale nic z tych rzeczy. Był niewzruszony i jedyne co robił, to klepał tymi swoimi palcami w klawiaturę laptopa.

Spojrzałam na jego nogi. Te same nogi, które tak bardzo lubiłam. Spojrzałam i złapałam się na tym, że pragnęłam je objąć, dotknąć jego bosych stóp, poczuć jego miękką skórę. Nigdy wcześniej nie zaznałam takiej ciszy. Nigdy nie katował mnie swą dumą. A teraz milczał, a ja miałam wrażenie, że z minuty na minutę tracę ważność w jego życiu. Nie jestem już tą którą kocha, którą uwielbia ponad wszystko.

Nie mogłam już dłużej siedzieć obok niego, był tak daleko, tak nieosiągalnie daleko. Wzięłam książkę i poszłam do drugiego pokoju. Przez chwilę naiwnie myślałam, że przyjdzie za mną, że źle mu będzie siedzieć samemu, w końcu zawsze lubiliśmy swoje towarzystwo, zwłaszcza podczas pracy, zawsze razem, uśmiechnięci, mobilizujący się nawzajem. Ale on wstał i przeniósł swoje manele do kuchni, wolał siedzieć na twardym i zimnym taborecie, między rozstawionymi garnkami, niż zasiąść wygodnie za swoim biurkiem i przy mnie spędzić resztę dnia. Zabolało bardziej niż mogłam przypuszczać.  Ubodło straszliwie.

2013

Reklamy

%d blogerów lubi to: